Dyrdymały Filmowo-Serialowe



THE END

Tumbrl nie spisał się jako platforma do Dyrdymałów Filmowo-Serialowych.

Blog został przeniesiony na inny serwis. Oto jego nowy adres:

http://dyrdymaly-fs.blogspot.com

Nie rezygnuję jednak z Tumblra całkowicie, a jedynie zacznę go używać do innych celów. Takich, do których jest chyba bardziej stworzony - do pisania krótkich notek.

Zapraszam więc na nowiutkie, Hołkowe Dyrdymało-Notki:

http://holkonotki.tumblr.com


Punisher

Słyszałam o komiksie i o jego ekranizacji, ale na tym moja znajomość tematu całkowicie się kończyła. Podejrzewałam, że z ten brak hałasu wokół filmu nie wróży niczego dobrego, no bo przecież gdyby dzieło było w jakikolwiek sposób fajne, w necie roiłoby się od wszelakiej maści avatarów, gifów oraz innych fanartów z nim związanych. W końcu - jeśli tylko znajdą się fani, to takie właśnie rzeczy stworzą. A że na temat Punishera nigdy nic takiego nie znalazłam, zaczęłam podejrzewać, że film musi być kiepski, skoro nie zdobył dużej rzeszy fanów.

Zapowiadało się nieźle, bo na ekranie pojawił się i Travolta, i Will Patton, i Roy Scheider, krórego dość sobie cenię. Poza tym w głównej roli obsadzono aktora, który bardzo przypominał młodego, mocno umięśnionego Christophera Lamberta. Niestety na tym walory Punishera się skończyły.

Pierwszy minus - główny bohater, którego przecież powinnam darzyć jakąś sympatią i współczuć mu po zobaczeniu tragedii, jaka wydarzyła się w jego życiu. Ale nic takiego nie poczułam. W ogóle nie obchodziły mnie jego losy, miałam w nosie, czy koleś pod koniec filmu zginie, czy też przeżyje. Podobny “brak empatii” zdarzył mi się już wcześniej, przy oglądaniu innych, współczesnych filmów akcji. Ale tutaj po raz pierwszy zorientowałam się, czemu tak się dzieje. Po prostu kiedyś, na początku filmu prezentowano sceny, które miały wzbudzić sympatię do głównego bohatera lub bohaterów. Z kolei teraz prezentuje się po prostu, że ktoś jest super, pokazując jego spektakularny wyczyn, zgrabną sylwetkę lub po prostu ładny uśmiech. A to nie wystarczy, nie pozwala na zbudowanie “więzi” z filmową postacią.

Kolejnym problemem było to, że scenarzyści mieli do dyspozycji masę atutów, które mogli naprawdę dobrze wykorzystać, ale tego nie zrobili. Była zemsta, problem alkoholowy, mafia, dziwni ludzie z sąsiedztwa, ba - był nawet opancerzony samochód. Z tych wszystkich elementów można było stworzyć świetną, niesztampową historię, ale tego nie zrobiono. Nie wiem - może stało się tak, bo starano się możliwie jak najwierniej odwzorować komiks. Przypuszczam jednak, że to scenarzyści dali plamę.

Następna niefajna rzecz także wiązała się ze scenariuszem. Mianowicie sama zemsta nie była przeprowadzona w ciekawy sposób. Brakowało jej finezji, jakiejś dodatkowej złośliwości. Owszem główny bohater doprowadził do tego, że grany przez Travoltę gangster sam zamordował swoją żonę i najlepszego przyjaciela, ale całość została załatwiona w zbyt prosty sposób. Jakby tego było mało reszta zemsty sprowadzała się do tego, że pan Punisher w efektowny sposób wymordował pozostałe osoby, które mu podpadły. Przy czym osobiście odniosłam wrażenie, że główny bohater był dużo większym draniem, niż gangsterzy, z którymi walczył. To z kolei wiązało się z tym, że w filmie było trochę za dużo niepotrzebnej przemocy. Przy czym chciałam tu zaznaczyć - że nie uważam samego pokazywania przemocy w filmach za coś złego. Po prostu - nie lubię, gdy jest to przemoc bezsensowna, nie mająca żadnego wpływu na scenariusz. Ot, pokazana po to, by ją pokazać. A tak właśnie było w Punisherze.

Ostatnim minusem filmu była jego przewidywalność. Oglądałam Punishera razem z całą rodzinką, co chwilę zgadywaliśmy, co się zaraz stanie i prawie wszystkie nasze pomysły się sprawdzały. A przewidywalność niestety równa się nudzie.

Niestety, ale film zupełnie nie przypadł mi do gustu. A szkoda, bo na początku zapowiadał się naprawdę ciekawie.

:(

(cc) by Hołka


Castle

Finałowy odcinek poprzedniego sezonu był dość ponury. W podobnym tonie utrzymano pierwszy epizod czwartej serii. Ale już od drugiego odcinka wrócił Castle, którego wszyscy znają i kochają: zabawny, zakręcony i po prostu uroczy.

Szczęśliwie, twórcom serialu wciąż nie brakuje pomysłów i poczucia humoru. Wyemitowano dopiero sześć odcinków, a główni bohaterowie już zdążyli się zmierzyć z super bohaterem, firmą specjalizującą się w zahibernowywaniu ludzi i kradzieżą drogiego dzieła sztuki. W najnowszym odcinku było z kolei morderstwo w nawiedzonym domu. A z racji tego, że był to epizod halloweenowy - całość była dość “uduchowiona”.

Nie mam pojęcia, co dalej szykują nam twórcy serialu, ale wiem, że z Castlem nie powinnam się w tym sezonie nudzić. W następnych sezonach - pewnie też nie.

:)

(cc) by Hołka


Desperate Housewives (Gotowe na wszystko)

Ile jest takich seriali, które były by jednocześnie komediowe, dramatyczne, sensacyjne, romantyczne, a przy okazji życiowe i mądre? Na pewno takie właśnie są Gotowe na wszystko. Innych, podobnych produkcji nie jestem w stanie wymienić.

Zaczął się już ósmy sezon serialu i mimo upływu czasu, na Wisteria Lane życie ciągle toczy się tym samym rytmem. Radosne chwile przeplatają się z tymi smutniejszymi, a główni bohaterowie na zmianę przeżywają wzloty i upadki.

Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że za każdym razem, gdy zasiadam do nowego odcinka, robię to bez obaw wiedząc, że czeka mnie przyjemnie 45 minut oglądania.

Wiem, że może to, co napisałam jest zbyt krótkie. Zdaję sobie sprawę z tego, że o Gotowych na wszystko można powiedzieć dużo więcej. Ale wszystko to sprowadzało by się do jednego, prostego stwierdzenia, że serial jest po prostu genialny i z sezonu na sezon nie traci na wartości.

:)

(cc) by Hołka



Mélanie zrobiła ten filmik już miesiąc temu, ale za każdym razem, jak go oglądam, tak samo rozbawia mnie do łez.



Sherlock

Sherlock Holmes - choć niezwykle inteligentny i bardzo ekscentryczny, w książkach Artura Conan Doyle’a zazwyczaj zachowywał się typowo, jak na angielskiego dżentelmena przystało, czyli nienerwowo. Z tego też powodu każda kolejna ekranizacja przygód detektywa z Baker Street była niemal taka sama jak on - grzeczna, a przez to jednocześnie dość nudna.

Zdawało się, że kino na temat Holmesa niewiele może już pokazać i powiedzieć. Aż tu nagle, w 2009 roku Guy Ritchie stworzył pełen akcji film przygodowy, luźno opierający się na twórczości Doyle’a. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę - kina pękały w szwach, bo każdy chciał zobaczyć ten pełen dynamizmu, wybuchów, złośliwości i niegrzeczności film. Widzowie pokochali zarówno parę głównych bohaterów, jak i każdego z nich z osobna.

Tak, ja także byłam zachwycona. A teraz niecierpliwie odliczam dni do premiery drugiej części filmu.

Gdy okazało się, że na Sherlocku można zarobić i to niemałe pieniądze, postacią detektywa zainteresowała się brytyjska telewizja. Angole postanowili jednak jeszcze bardziej przybliżyć Holmesa współczesnym widzom. I tak powstał Sherlock. Podobnie, jak w przypadku filmu Ritchiego, w serialu także mamy masę pościgów, śmiesznych tekstów i parę wybuchów. Główni bohaterowie są niczym Paweł i Gaweł - przy czym ich różnice charakterów są jeszcze większe, niż u kinowego duetu. Watson jest spokojniejszy, a Holmes - jeszcze bardziej szalony. Ale zasadniczą cechą, która wyróżnia serial jest to, że jego akcja dzieje się we współczesnym Londynie. Sherlock korzysta więc z internetu, posługuje się telefonem komórkowym bieglej od niejednego gimnazjalisty, a po stolicy Wielkiej Brytanii jeździ taksówkami. Jednakże pomimo tego unowocześnienia - kolejne odcinki są bardzo wiernymi adaptacjami dzieł Artura Conan Doyle’a. Fani książkowych przygód detektywa powinni więc być zadowoleni.

Bardzo rzadko zdarza mi się, bym serial i głównych bohaterów polubiła od pierwszego odcinka. W tym przypadku Sherlock skradł moje serce zaledwie w kwadrans i nie oddał go, aż do końca sezonu.

W pierwszej odsłonie serialu ukazały się trzy epizody, każdy trwający około 90-ciu minut. Choć taka długość może przerażać, to nie ma się czego bać - bo podczas oglądania czas ani przez chwilę się nie dłuży.

Poza wspomnianymi wyżej walorami, serial urzeka także od strony formalnej. Interesujące ujęcia, ciekawy montaż, wpadająca w ucho muzyka - choć elementy te wydają się błahe, dodają każdemu odcinkowi dodatkowych walorów.

Cóż więcej mogę napisać? Chyba tylko - jeśli jeszcze nie poznaliście Sherlocka, to zróbcie to czym prędzej, bo naprawdę warto.

:)

(cc) by Hołka


I’m a high-functioning sociopath.

Sherlock Holmes

Drobny off-topic

Hurra, po dwóch tygodniach używania tumblra zorientowałam się, co trzeba zrobić, żebyście wy, czytelnicy, mogli komentować moje wpisy.

Rozwiązanie problemu z mojej, administracyjnej perspektywy okazało się dość kretyńskie, ale cóż, najważniejsze, że jakieś jednak jest.

W każdym razie zapraszam do komentowania! :)

(cc) by Hołka


13
To Tumblr, Love PixelUnion

We're updating Fluid!

Soon, we'll be updating the look and feel of this theme. Read about the changes here. You can easily turn off this notification in the theme customization panel.

Close